niedziela, 2 lutego 2025

PO PROSTU KOCHAM TO ROBIĆ

 

„PO PROSTU KOCHAM TO ROBIĆ” – wywiad z Wiesławem Hołdysem, twórcą i reżyserem Teatru Mumerus

 W 2024 roku Teatr Mumerus rozpoczął obchody 25-lecia działalności. Krakowski teatr zajmuje ważne miejsce na artystycznej mapie, gromadząc wokół siebie widzów, których fascynuje awangardowa wizja twórców. O powstaniu teatru, inspiracjach, kondycji teatrów nieinstytucjonalnych i planach na kolejne lata rozmawiam z twórcą – Wiesławem Hołdysem. 

Fot.: Jacek Maria Stokłosa

Maria Piękoś-Konopnicka: To może zaczynając od początku – w jakich okolicznościach powstał Teatr Mumerus?

Wiesław Hołdys: W 1988 roku skończyłem Wydział Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie (gdzie miałem fantastycznych nauczycieli, a to, co mi przekazali, jest dla mnie bezcenną wartością – ale to temat na oddzielną opowieść), a Teatr Mumerus powstał w 1999 roku. Przez te jedenaście lat od ukończenia szkoły teatralnej do założenia Mumerusa – pracowałem w różnych teatrach instytucjonalnych w Polsce. Już po paru latach zacząłem się nosić z myślą o założeniu autorskiego teatru – dlatego że odczuwałem pewne kłopoty w realizacji własnych pomysłów w strukturach teatrów instytucjonalnych. Wtedy zaczęto raczej oczekiwać wpisywania się w jakieś istniejące mody, trendy, co akurat mi nie odpowiadało, gdyż kiedy zauważam, że coś jest modne w sztuce, instynktownie od tego uciekam.

W 1998 roku byłem etatowym reżyserem w teatrze w Tarnowie i tam realizowałem przedstawienie „Sanatorium pod Klepsydrą” według Bruno Schulza. Zebrała się w tym przestawieniu grupa aktorów, którym przedstawiłem pomysł na własny, nieinstytucjonalny teatr autorski. Oni go podchwycili (wydawało mi się, że nawet z pewnym entuzjazmem) i na bazie tej grupy założyliśmy formalne stowarzyszenie, a w listopadzie 1999 roku daliśmy pierwszą premierę. Spektakl nosił tytuł „Mumerus. Była to adaptacja pierwszej polskiej encyklopedii, „Nowych Aten” księdza Benedykta Chmielowskiego [„Nowe Ateny Albo Akademia Wszelkiey Scyencyi Pełna: Na Rozne Tytuły, iak na Classes Podzielona, Mądrym dla Memoryału, Idiotom dla Nauki, Politykom dla praktyki, Melancholikom dla rozrywki Erigowana: Alias O Bogu [...] O Zwierzu [...] O Językach [...]." – przyp. MPK]. To jest encyklopedia, która co prawda napisana została w XVIII wieku, ale przedstawia pewien stan wiedzy średniowiecznej, przekazanej pięknym, barokowym językiem. W dodatku bardzo zabawna.

A sam Mumerus to jedno ze zwierząt opisanych przez Benedykta Chmielowskiego: Mumerus jest Zwierz osobliwy w Lybii, który łup swój, albo pożywienie, zawsze na jedenaście dzieli części, dziesięć zjada, jedenastą na dalszy czas rezerwuje”.

niedziela, 22 grudnia 2024

UPADEK LENINA W NOWEJ HUCIE

 


Jesienią 1989 roku udało mi się wreszcie kupić w sklepie fotograficznym na os. Zgody aparat – był to rosyjski „Fed – 5” i czarnobiałą błonę „Foto – 65” produkcji rosyjskiej oraz barwny slajd ORWO (produkcji NRD), charakteryzującą co najmniej dziwnym odwzorowaniem kolorów. A grudzień 1989 był to okres agonii pomnika Lenina w Nowej Hucie – próbowałem go fotografować, aby oddać jakąś dziwną realność niskiej rangi tego pomnika upodabniającą Włodzimierza Iljicza do azjatyckiego małpoluda.





Tydzień poprzedzający demontaż pomnika (co nastąpiło wieczorem w niedzielę 10 grudnia) był śnieżny, mroźny i słoneczny, co starałem się uchwycić na kolorowych slajdach (widoczny napis na cokole pomnika: „SyfART”). Ponieważ demontaż nastąpił w niedzielę wieczorem zdjęć nie udało mi się zrobić – nie miałem lampy błyskowej, a film był niskiej czułości. Następnego dnia stał już tylko cokół, co wprowadzało w stan pewnego zagubienia mieszkańców Nowej Huty i przybyłych, gdyż dobrze widoczny na osi Alei Róż pomnik był znakomitym punktem orientacyjnym.


Po kilku dniach nastąpiły wypadki w Rumunii – demonstracje przeciw komunistycznemu reżimowi, zabici i ranni, ucieczka i w końcu egzekucja małżeństwa Ceaușescu – na miejscu zlikwidowanego po paru dniach cokołu pomnika pojawiły się krzyże, ulotki i znicze. 





Ale i to zniknęło – w ich miejsce pojawiły się ciężarówki - chłodnie z masłem sprzedawanym wprost z nich, znak przemian gospodarczych.   


  

wtorek, 1 października 2024

ROŚLINA i PŁASKORZEŹBY

 



Teatrastigma zakradła się od tyłu do płaskorzeźb Mariana Kruczka, być może po to, by je opleść z przodu. Przygląda się temu mnich namalowany przez Jana Polewkę.

poniedziałek, 3 czerwca 2024

NA DESKU

 Dzisiaj odebrałem maila od poważanej przeze mnie instytucji kultury, którego fragment brzmi: "są do odebrania na desku w siedzibie".

środa, 3 maja 2023

TEATR DLA MNIE TO...



TEATR DLA MNIE TO...

... dwie perspektywy: widza i rzemieślnika.

1. Jako widz.

Do teatru chodzę rzadko, ponieważ już w nim byłem, gdyż należę do pokolenia, którego młodość - kiedy kształtuje się wrażliwość na sztukę - przypadła na jeden z najlepszych okresów historii polskiego teatru: lata siedemdziesiąte i częściowo osiemdziesiąte ubiegłego stulecia. Czyli: Cricot 2, Teatr Stary, warszawskie Studio i Dramatyczny, wrocławski Współczesny (Helmut Kajzar!) i Polski, Akademia Ruchu (ta lista jest jeszcze dłuższa), a wszystko to oparte na solidnym, profesjonalnym gruncie teatrów z mniejszych ośrodków (jak choćby ze Śląska, skąd pochodzę). I teatry amatorskie - na przykład "Skrzatki Cieszyńskie": teatr lalkowy grany przez dzieci pod kierunkiem Jana Cieślara (gdzie zresztą występowałem jako Lis Przechera) - którego prostoty i bezpośredniości ciągle w teatrze szukam i do której, jako rzemieślnik dążę.

Tak więc, kiedy zdarza mi się (z rzadka) pójść do teatru, najczęstszym wrażeniem jest déjà vu - już to widziałem i to w lepszym wykonaniu. To uwięzienie w nudzie teatralnej, najstraszliwszej ze wszystkich rodzajów nudy - bo wyjść w trakcie spektaklu (przez szacunek dla innych widzów i aktorów) nie można. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to rodzaj poznawczego kalectwa. Na szczęście ciągle jednak, co prawda rzadko, zdarza się zobaczyć spektakl, który mi się podoba. Wtedy odnajduję w sobie młodzieńca sprzed kilkudziesięciu lat, a czasami obrazy ze spektakli przychodzą do mnie w snach.   

2. Jako rzemieślnik.

Od 35 lat uprawiam rzemiosło teatralne - czyli reżyserię. Z tej perspektywy teatr dla mnie to po pierwsze brak lęku przed głupimi (z początku), własnymi pomysłami. Dotyczy to pierwszego etapu pracy nad spektaklem, kiedy trzeba się do niego w samotności przygotować: słuchając muzyki, oglądając obrazy, czytając, gapiąc się na życie toczące się dookoła. Wtedy najważniejsze to nie bać się głupich pomysłów, a raczej podążać za  nimi, bo zdarza się, że to co głupie na początku, a odpowiednio zgłębione, może stać się zarzewiem czegoś interesującego i oryginalnego.
Potem następuje drugi, najciekawszy etap w pracy rzemieślnika: próby, gdyż teatr dla mnie to przede wszystkim praca zespołowa, której solą, jądrem i istotą są próby - czyli to, co w teatrze lubię robić najbardziej.

I na koniec: teatr dla mnie to pragnienie realizacji niemożliwego. Kiedy zaczynałem studia reżyserii w krakowskiej PWST, mój profesor, mentor i promotor mojego spektaklu dyplomowego przekazał nam, czyli początkującym studentom takie oto zalecenie: "Panowie, trzeba wziąć zdychającą kobyłę polskiego teatru za jaja i potrząsnąć!". Tego, z oczywistych względów, nie da się zrobić - ale starać się trzeba.

Odpowiedź na ankietę internetową zorganizowaną przez Zbyszka Dramat https://www.facebook.com/ZbyszekDramat

wtorek, 2 maja 2023

IMITACJA BAROKOWA

 czart czarny Anioł doglądając Pychy

czyni Pysznie także i ty Pysze cną powinność

złóż co dzień pilnie Pychy doglądając

nie trwożąc się Pokory przecie żeś nie zając

co przed flintą Jehowy w Pokorze się chowa

na jego obraz Pysznie stworzonyś Pyszny w Pysze

stworzyciela