czwartek, 29 stycznia 2015

ŚPIEWAK ULICZNY

Jego donośny głos budził wczesnym rankiem mieszkańców ulicy Zamkowej, Stromej, Menniczej, Armii Czerwonej i placu Teatralnego. Śpiewał a capella polski bigbit z połowy lat sześćdziesiątych, a więc: "Anna Maria", "Dziwny jest ten świat", "Te opolskie dziołchy", "Znamy się tylko z widzenia", "Mówią płonie stodoła" itp. Miał dwanaście, może czternaście lat i opilśniony był - niczym Anna Csilag - czarną szczeciną gęstego zarostu. Czasami wpadła mu w oko jakaś niewiasta, wtedy jął śpiewać "Ładne oczy masz" jednocześnie się onanizując. 

ERWIN

Podobno znaleziono go koło Cieszyna zaraz po wojnie, wśród dziesiątek takich jak on - z zagubioną pamięcią. Zamieszkiwał w "Caritasie", prowadzonym przez oo. Bonifratrów. Ale często wychodził do miasta, gdzie dobrzy ludzie dawali mu parę złotych za zrzucenie węgla do piwnicy, albo wniesienie tego węgla z piwnicy na górę, albo posprzątanie, albo tak w ogóle - bez powodu.
Szczególnie lubił spacerować w parku położonym w okolicy Liceum Pielęgniarskiego, jego ręce wyciągały się wtedy w stronę w ubranych w białe fartuszki uczennic zwanych Strzykawami. "Ładna, ładna" - powtarzał, a jego palce wywijały jakiegoś dziwnego młynka.
Czasami ktoś zakrzyknął (nie ja, bo wydawało mi się to głupie): "Erwin! Meldunk!". Na co Erwin stawał na baczność i jednym tchem wyrzucał z siebie: "Unteroficiere Erwin Wija, numer sztyry, charaszo, spocznij, hajl hitla!". A Skrzykawy chichotały.

Podobno Erwin nazbierał trochę pieniędzy z tych datków i tryngli. Mieszkał w jednym pokoju w domu opieki z kilkoma takimi jak on - bez pamięci. Podobno trzymał te pieniądze pod materacem, kiedyś wrócił do pokoju i zastał swoich współlokatorów w trakcie rozpruwania materaca i demontowania łóżka. Bardzo mu się to nie spodobało, na co współlokatorzy, wzięli go i wyrzucili przez okno na kocie łby placu księdza Londzina. I tak Erwin wyzionął ducha. Było to bodaj w roku 1981.
"Bodaj", "Podobno" - ale konkretny Erwin staje mi ciągle przed oczami.   

czwartek, 13 listopada 2014

DRAMAT ESTETYCZNY NASZYCH MIAST I WSI

Co pewien czas to samo: dziesiątki monstrualnie powiększonych twarzy spoglądające z tablic ogłoszeniowych, bilbordów, ścian, a nawet płotów. Są też wersje kompaktowe zaśmiecające skrzynki pocztowe, wsuwane za drzwi i pod wycieraczki, ozdabiające sklepy i bary, a nawet publiczne klozety (na własne oczy widziałem!).  Niektórzy spoglądają spode łba, inni uśmiechają się zalotnie, inni obdarzają spojrzeniem, które oznajmia kompletny brak myśli, a jeszcze inni wykrzywieni w grymasie zdradzającym problemy neurologiczne bądź stomatologiczne. I żadne fotoszopy sprawy nie polepszą, raczej pogorszą. Przecież to nie konkurs piękności - nie za wygląd mamy was, drodzy kandydaci wybierać! Możecie być nawet bardziej brzydcy od autora niniejszego tekstu, który urodą przecież nie grzeszy - byleby mieliście coś do powiedzenia, a nie do wyglądania. Do tego podobizny opatrzone są hasłami (cóż za demony słowa je wymyślają!), jedno lepsze od drugiego, a większość z nich prowokuje wręcz złośliwe komentarze, których na razie oszczędzę. Ale jedno hasło, powtarzające się bodaj od 12 lat mnie prześladuje: "Postaw na (tu imię kandydata, często w zdrobnieniu, przykładowo: Józek)". A więc "Postaw na Józka!". A co mam postawić? Dlaczego akurat na Józka, a nie choćby na Zośkę? Poza tym - od kiedy jestem z bilbordem na ty?

środa, 12 listopada 2014

JAM WYKLUCZONY

"Jak wynika z raportów socjologów, przeciętny Polak nie interesuje się sztuką. Z teatru została wykluczona znacząca grupa potencjalnych odbiorców, nieprzyswajających stosowanej przez młodych reżyserów estetyki" (Zdzisław Pietrasik, Bilet do kina Polska, Polityka nr 44/2014).

To o mnie. Po pierwsze, bom przeciętny, po drugie - bo nie przyswajam podobnych do siebie jak krople wody ze ścieku spektakli, w trakcie oglądania których ogarnia mnie nie zgorszenie ani oburzenie - tylko monstrualne znudzenie. Czyli zaliczam się do wykluczonych.  Ale lękam się, że owi młodzi reżyserzy, zabiorą się za takich jak ja wykluczonych z teatru i zrobią o nas spektakl. Co więcej - nieźle na tym zarobią. 

piątek, 31 października 2014

SONDAŻ

My ze szwagrem postanowili zrobić sondaż. To znaczy się rozpytać i podpytać, na którego kandydata na prezydenta Krakowa (my są z Huty) chcą głosować. Potem by my napisali, że my są Instytut Badania Społeczeństwa albo inne cholerstwo, wysłali do mendów, to znaczy - do mediów - a oni by nam dali za to hajs. Najpierw ja się zapytał szwagra, a potem szwagier mnie - i już my mieli dwa głosy. A potem my poszli do baru w Hucie. Poszli i pytamy: "Oddasz głos na tego a tego kandydata?" i tylko słuchamy, jak który mówi i ino ptaszki na papiórku robimy. Ale kiedy my zapytali "A na profesora Jacka Majchrowskiego zagłosujecie?" - usłyszeli my: "A w mordę chcecie?". To chyba nie będziemy robić dalej tego sondażu, nie?

środa, 29 października 2014

DIALOG W SUPERMARKECIE

Kasjerka, lat ok. 50, na plakietce imię "Alicja"

KLIENT podając zakupy
Alicja w krainie czarów?
KASJERKA
Nie. Po drugiej stronie lustra.

wtorek, 21 października 2014

O GWARACH

Onego czasu poszliśmy w mieszanym polsko-węgiersko towarzystwie do kawiarni. Gwarzyliśmy o gwarach, ze szczególnym uwzględnieniem gwar pogranicza serbsko- bułgarskiego, korzystając z pomocy tłumacza. A kiedy podeszła  kelnerka, ja - chcąc zaimponować zebranym - złożyłem zamówienie po śląsku (odmiana stosowana przez Hanysów): "Jo se dom sam jednom halbe piwa". A ona  na to: "Nie lubię niemieckiego!".