Co pewien czas to samo: dziesiątki monstrualnie
powiększonych twarzy spoglądające z tablic ogłoszeniowych, bilbordów, ścian, a
nawet płotów. Są też wersje kompaktowe zaśmiecające skrzynki pocztowe, wsuwane
za drzwi i pod wycieraczki, ozdabiające sklepy i bary, a nawet publiczne klozety
(na własne oczy widziałem!). Niektórzy
spoglądają spode łba, inni uśmiechają się zalotnie, inni obdarzają spojrzeniem,
które oznajmia kompletny brak myśli, a jeszcze inni wykrzywieni w grymasie
zdradzającym problemy neurologiczne bądź stomatologiczne. I żadne fotoszopy
sprawy nie polepszą, raczej pogorszą. Przecież to nie konkurs piękności - nie
za wygląd mamy was, drodzy kandydaci wybierać! Możecie być nawet bardziej
brzydcy od autora niniejszego tekstu, który urodą przecież nie grzeszy - byleby
mieliście coś do powiedzenia, a nie do wyglądania. Do tego podobizny opatrzone
są hasłami (cóż za demony słowa je wymyślają!), jedno lepsze od drugiego, a
większość z nich prowokuje wręcz złośliwe komentarze, których na razie
oszczędzę. Ale jedno hasło, powtarzające się bodaj od 12 lat mnie prześladuje:
"Postaw na (tu imię kandydata, często w zdrobnieniu, przykładowo:
Józek)". A więc "Postaw na Józka!". A co mam postawić? Dlaczego
akurat na Józka, a nie choćby na Zośkę? Poza tym - od kiedy jestem z bilbordem
na ty?
czwartek, 13 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
JAM WYKLUCZONY
"Jak wynika z raportów socjologów, przeciętny Polak nie
interesuje się sztuką. Z teatru została wykluczona znacząca grupa potencjalnych
odbiorców, nieprzyswajających stosowanej przez młodych reżyserów estetyki"
(Zdzisław Pietrasik, Bilet do kina Polska, Polityka nr 44/2014).
To o mnie. Po pierwsze, bom przeciętny, po drugie - bo nie
przyswajam podobnych do siebie jak krople wody ze ścieku spektakli, w trakcie
oglądania których ogarnia mnie nie zgorszenie ani oburzenie - tylko monstrualne
znudzenie. Czyli zaliczam się do wykluczonych. Ale lękam się, że owi młodzi reżyserzy,
zabiorą się za takich jak ja wykluczonych z teatru i zrobią o nas spektakl. Co
więcej - nieźle na tym zarobią.
piątek, 31 października 2014
SONDAŻ
My ze szwagrem postanowili zrobić sondaż. To znaczy się rozpytać i
podpytać, na którego kandydata na prezydenta Krakowa (my są z Huty) chcą
głosować. Potem by my napisali, że my są Instytut Badania Społeczeństwa
albo inne cholerstwo, wysłali do mendów, to znaczy - do mediów - a oni
by nam dali za to hajs. Najpierw ja się zapytał szwagra, a potem
szwagier mnie - i już my mieli dwa głosy. A potem my poszli do baru w
Hucie. Poszli i pytamy: "Oddasz głos na tego a tego kandydata?" i tylko
słuchamy, jak który mówi i ino ptaszki na papiórku robimy. Ale kiedy my
zapytali "A na profesora Jacka Majchrowskiego zagłosujecie?" - usłyszeli
my: "A w mordę chcecie?". To chyba nie będziemy robić dalej tego
sondażu, nie?
środa, 29 października 2014
DIALOG W SUPERMARKECIE
Kasjerka, lat ok. 50, na plakietce imię "Alicja"
KLIENT podając zakupy
Alicja w krainie czarów?
KASJERKA
Nie. Po drugiej stronie lustra.
KLIENT podając zakupy
Alicja w krainie czarów?
KASJERKA
Nie. Po drugiej stronie lustra.
wtorek, 21 października 2014
O GWARACH
Onego czasu poszliśmy w mieszanym polsko-węgiersko towarzystwie do
kawiarni. Gwarzyliśmy o gwarach, ze szczególnym uwzględnieniem gwar pogranicza serbsko- bułgarskiego, korzystając z pomocy tłumacza. A kiedy podeszła kelnerka, ja -
chcąc zaimponować zebranym - złożyłem zamówienie po śląsku (odmiana
stosowana przez Hanysów): "Jo se dom sam jednom halbe piwa". A ona na to: "Nie lubię niemieckiego!".
sobota, 18 października 2014
ZABIJACZKA
Czeska
spécialité de la maison, czyli weekendowa zabijaczka. Świnie kwiczą,
noże błyszczą, piwo się leje, dehowa hudba rżnie i huczy, dzieci
radośnie kwilą i świergoczą, pary żwawo ruszają w rytm polki. W menu:
tradycyjna zabijaczkowa zupa (o ile pamiętam na krwi ubitego), świeży
salceson i pasztet, krupniok albo kiszka albo kaszanka (czyli jelitko),
zabijaczkowy talerz, pieczone żeberka na miodzie, golonka w piwie i
wiele innych. Na deser kołacz ze strudlem. Świniobicie.
niedziela, 21 września 2014
MECZ
Zakodowane mecze oglądałem pierwej w ten sposób, że puszczałem
sobie w kompie relację tekstową, a jako ścieżkę dźwiękową transmisję z
komentarzem arabskim. Oglądać się tej transmisji nie dało, bo ekran zasłonięty
był różnymi "Downolad", "Play now", "Watch", "Wygrałeś
milion" - a jak się na to kliknęło, to albo była transmisja ligi kuwejckiej,
albo propozycja wysłania esemesa.
Ale w końcu przyszedł półfinał. Co było robić? -
postanowiłem pójść do knajpy, gdzie jest transmisja odkodowana. W pierwszej nie
można było wetknąć przysłowiowej szpilki, że się tak wyrażę, ale za to w
drugiej załapałem się na stojące miejsce pod ścianą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)