Byłem przesłuchiwany na policji w charakterze świadka. Miły pan
aspirant otworzył komputer i jął stukać tekst zeznania. Jak już po pół
godzinie wystukał, to powiedział, że może mi przeczytać zeznanie i je -
według moich ustnych wskazówek - poprawić. Zaproponowałem, że lepiej
będzie, jak sam siądę do komputera i poprawię te kilka linijek. Siadam i
widzę, że każde zdanie zaczyna się od "ja". "Ja widziałem", "Ja
powiedziałem" itp. Mówię więc panu aspirantowi, że to "ja" trzeba
wywalić, bo podmiot jest domyślny. Na co on powiedział, że w protokole
wszystko musi być jasne i na policji nie może być nic domyślnego. On
mnie rozumie, ale różni to będą czytać i nie będą wiedzieć "kto", jak im
się nie napisze na początku "ja". Ale w końcu zgodził się na kompromis
- od "ja" zaczyna się co drugie zdanie.
czwartek, 17 września 2015
niedziela, 13 września 2015
JAK BYĆ WYTWORNYM
O MEDIACH I EKSPERTACH
To było cztery lata temu. Na pasku jednej ze
stacji telewizyjnych pojawił się napis "Zamachy bombowe w Oslo". W
chwilę potem ten napis został zastąpiony przez: "Atak ekstremistów
islamskich" (czy coś podobnego). W chwilę potem w studio pojawiło się
dwóch ekspertów, który zaczęli rozważania na temat terroryzmu
islamskiego w kontekście tego, co widać było na ekranie. Głównie
zastanawiali się nad tym, czy Europa zamknie granice strefy Schengen w
obliczu dokonywanej - w ich przekonaniu
przez islamskich terrorystów - masakry. Z tym, że relacja przeniosła
się na wyspę Utøya, gdzie ktoś strzelał do uczestników młodzieżowego
obozu Norweskiej Partii Pracy. Zginęło 77 osób, a sprawcą - jak się
okazało - był sympatyk skrajnej prawicy, niejaki Breivik, który z
islamem nie miał nic wspólnego.Nawet zupełnie przeciwnie. A eksperci
poszli sobie ze studia, pewno nadal gdzieś się wypowiadają.
czwartek, 6 sierpnia 2015
MAGICZNA MEGANARRACJA OKRZYKNIĘTA KULTOWYM SŁODZIAKIEM- TAK NAPRAWDĘ TAK MAM
Słowa i zwroty, których kulturalny człowiek nie używa, używa
z sensem albo przynajmniej nie nadużywa (chyba, że chce być tępakiem myślącym i
mówiącym odbitym głosem ogółu):
magiczny, kultowy, ikona, rusza, narracja, tak naprawdę,
dyskurs, podpytać, browarnik, cieszynka, mega, wpisywać się (w coś), każdy
jest, wszyscy są, zakręcony, okrzyknąć, słodziak, witam, tak ma, tak?
wtorek, 4 sierpnia 2015
JESZCZE JEDNA PRZYGODA W BUSIKU
Połączenie między stolicą województwa, a
jednym z istotniejszych miast powiatowych zmonopolizowała jedna firma. Kiedyś
były pekaesy i jakieś inne firmy, ale to wszystko upadło i monopol ma jedna
firma - busiki na 14 osób, wpycha się zwykle około trzydziestu, połowa siedzi,
a druga połowa albo stoi albo wisi na tych, co stoją. Jest też kilka połączeń
kolejowych (z przesiadką), ale dystans 80 km pokonują w czasie dwóch i pół -
trzech godzin. No to co robić: pozostaje
monopolista - czyli trzeszczenie kości w wyładowanym busie, kierowcy gadający
przez komórkę, przekraczający dozwoloną prędkość i wyprzedzający na przejściu
dla pieszych.
Ale o jednej, wyjątkowej przygodzie chcę opowiedzieć. Wsiadam do takiego busika, a kierowca - jak zwykle - ledwo wystartował, już łaps! za komórkę i zaczyna gadać. No to ja do niego, że nie wolno. On coś tam odburknął i dalej gada. No to tym razem ja łaps za smartfona! i zaczynam nagrywać tego mistrza kierownicy. Ale on to zauważył, odłożył komórkę i pyta: "Pan mnie nagrywa?". "Tak". On zatrzymuje pojazd i tonem prokuratora generalnego zwraca się do pasażerów: "Proszę państwa, będzie przerwa w podróży, musimy pojechać na policję, gdyż jeden z pasażerów - tu wskazuje na mnie - dokonał przestępstwa". "Na czym polega owo przestępstwo?" - pytam zaciekawiony. "Na nielegalnym nagrywaniu mojego wizerunku" - obwieścił kierowca. A w busiku grobowa cisza.
No nic - jedziemy dalej, mijamy jeden posterunek policji, potem drugi, a on się nie zatrzymuje. "Jedziemy na tę policję ? - zaczynam się niecierpliwić. "W ...ynie się, kurwa, policzymy - padła odpowiedź ze strony kierującego pojazdem.
W końcu dojechaliśmy, pasażerowie wysiedli, ja też chcę, a ów kierowca zastępuje mi drogę i mówi: "Pan nie wysiądzie, tylko pojedzie ze mną na policję". Oczyma wyobraźni widząc ustronne miejsce, gdzie ów typek mnie wywiezie, gdzie czekać na mnie będzie kilku jego kolesi z baseballami w rękach dzierżę w kieszeni moją komórkę zaczepno-obronną i mówię do niego "Proszę natychmiast mnie wypuścić, bo dzwonię na policję". Wypuścił - rzucając na pożegnanie: "I tak ch.ja mi zrobią!". Rzeczywiście, miał rację, bo nic mi się nie nagrało.
Ale o jednej, wyjątkowej przygodzie chcę opowiedzieć. Wsiadam do takiego busika, a kierowca - jak zwykle - ledwo wystartował, już łaps! za komórkę i zaczyna gadać. No to ja do niego, że nie wolno. On coś tam odburknął i dalej gada. No to tym razem ja łaps za smartfona! i zaczynam nagrywać tego mistrza kierownicy. Ale on to zauważył, odłożył komórkę i pyta: "Pan mnie nagrywa?". "Tak". On zatrzymuje pojazd i tonem prokuratora generalnego zwraca się do pasażerów: "Proszę państwa, będzie przerwa w podróży, musimy pojechać na policję, gdyż jeden z pasażerów - tu wskazuje na mnie - dokonał przestępstwa". "Na czym polega owo przestępstwo?" - pytam zaciekawiony. "Na nielegalnym nagrywaniu mojego wizerunku" - obwieścił kierowca. A w busiku grobowa cisza.
No nic - jedziemy dalej, mijamy jeden posterunek policji, potem drugi, a on się nie zatrzymuje. "Jedziemy na tę policję ? - zaczynam się niecierpliwić. "W ...ynie się, kurwa, policzymy - padła odpowiedź ze strony kierującego pojazdem.
W końcu dojechaliśmy, pasażerowie wysiedli, ja też chcę, a ów kierowca zastępuje mi drogę i mówi: "Pan nie wysiądzie, tylko pojedzie ze mną na policję". Oczyma wyobraźni widząc ustronne miejsce, gdzie ów typek mnie wywiezie, gdzie czekać na mnie będzie kilku jego kolesi z baseballami w rękach dzierżę w kieszeni moją komórkę zaczepno-obronną i mówię do niego "Proszę natychmiast mnie wypuścić, bo dzwonię na policję". Wypuścił - rzucając na pożegnanie: "I tak ch.ja mi zrobią!". Rzeczywiście, miał rację, bo nic mi się nie nagrało.
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
O ZADKU CZYLI TYLE
Pyrsk! Hań downiej jeździły u nas pekaesy do Jaworzynki na
Trzycatek. A w takim pekaesie byli dwie dźwierza: jedno z przodku, a drugie u zadka - czyli z tyłu. A przy obu
siedział konduktor i bilety sprzedawał albo sprawdzał.
Raz jedzie taki autobus, zatrzymuje się na Gojach i wsiada
do niego od przodka jakasikej paniczka z jakąsikej beskurcyją na plecach.
Konduktor zagląda, a ta beskurcyja to była koza. I mówi tej paniczce, że z kozą
na plecach jej nie wpuści. No to ona leci do tylnich drźwierzy i wrzeszczy: "Panoczku, weźcie mnie od
zadka, bo od przodka nie chcieli!"
No, ale potem to już ino jeden konduktor był w takim
pekaesie. Kiedysikej zaczyna sprzedawać i sprawdzać te bilety od przodka, a
narodu napchało się moc, więc on wrzeszczy do tych, co byli w tyle pekaesu:
"Czy wszyscy mają bilety w zadku?" "Ni, w rękach" - padła
odpowiedź.
(Stare kawały mową cieszyńską do publicznej wiadomości
podało dziecko-piernik znad Przykopy).
O PODRÓŻACH AUTOBUSAMI I BUSAMI
Poranek na dworcu autobusowym w Krakowie. Autobus jednej z
prywatnych firm przewozowych ma inne numery rejestracyjne naklejone na szybie,
a inne na tablicy rejestracyjnej. Policja, Straż Ochrony Kolei, sprawdzają, a
pasażerowie siedzą w busie czekając nie wiadomo na co, bo i tak ten autobus nie
odjedzie.
Wsiadam w autobus innej firmy. Jedziemy, ledwo wjechaliśmy
na autostradę, kierowca łapie za telefon komórkowy i dalej opowiadać i gadać,
tak żeby pół autobusu słyszało. Oczywiście, nie przerywając prowadzenia
autobusu z około 50 pasażerami w środku. No to zwróciłem mu uwagę, że nie
wolno, na co on zareagował gestem znanym jako "spieprzaj, dziadu" i
gadał sobie dalej. Zjeżdżając z drogi
szybkiego ruchu, przy wjeździe do miasta docelowego o mało co nie straumatyzował
samochodu osobowego, który zauważył w ostatniej chwili. Ale jak miał zauważyć
wcześniej, skoro rozmawiał przez telefon komórkowy.
W końcu żywy dojechałem jakoś do końca, wysiadłem na obskurnym
placu, skręcając nogę w jakiejś dziurze, jako, że w tym mieście zburzyli kilka
lat temu świeżo wyremontowany dworzec
autobusowy. Nie terroryści go zburzyli, tylko władze miasta albo powiatu. Po
nic zresztą go zburzyli, bo pozostał tylko zarastający jakimś zielskiem plac.
Wysiadam - a tu afera. Otóż pasażerowie czekający na autobus
powrotnej relacji (innej firmy) dowiedzieli się, że nie pojadą. Zasięgam języka
i co się okazało - kierowca autobusu, który miał wracać z powrotem, jadąc z
Krakowa, także sobie gwarzył przez komórkę podczas jazdy. Ale natrafił na pasażera, który zadzwonił na
policję, ta zatrzymała autobus i przy okazji sprawdziła stan trzeźwości kierowcy.
Wynik - 0,6 promila alkoholu we krwi.
Działo się to na linii, na której dziennie odbywa się 35
kursów realizowanych przez trzy firmy przewozowe. A więc tzw. potencjał przewozowy jest - i to spory.
Autobusy i busy jeżdżą pełne. Prawie dokładnie wzdłuż drogi przebiega linia
kolejowa - albo użytkowana sporadycznie, albo nie użytkowana w ogóle. Jako, że
lokalne linie kolejowe zostały zdemolowane. I to nie przez obcego agresora.
Jeździły też pekaesy, w których wyszkoleni kierowcy przez
komórki nie rozmawiali. Ale kilka lat temu pod hasłami wolnego rynku pekaesy
doprowadzono do upadku.
Jestem zmuszony korzystać z busów i autobusów prowadzonych
przez typy spod ciemnej gwiazdy. Nie mam innego wyboru. Zawsze kiedy wsiadam do
czegoś takiego przeżywam stres, jako, że widziałem już sporo: kierowców
rozmawiających przez komórkę (to prawie zawsze), wyprzedzających na przejściach
dla pieszych albo na podwójnej ciągłej, przekraczających prędkość o
kilkadziesiąt km na godzinę; a także pojazdy, z których wyciekało paliwo, albo
miały niesprawne hamulce - za to były naładowane pasażerami sposobem, który
Czesi nazywają "nasardynkowanie". Jednej rzeczy tylko nie widziałem -
policji kontrolującej owe pojazdy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
