poniedziałek, 3 sierpnia 2015

O ZADKU CZYLI TYLE


Pyrsk! Hań downiej jeździły u nas pekaesy do Jaworzynki na Trzycatek. A w takim pekaesie byli dwie dźwierza: jedno z przodku,  a drugie u zadka - czyli z tyłu. A przy obu siedział konduktor i bilety sprzedawał albo sprawdzał.

Raz jedzie taki autobus, zatrzymuje się na Gojach i wsiada do niego od przodka jakasikej paniczka z jakąsikej beskurcyją na plecach. Konduktor zagląda, a ta beskurcyja to była koza. I mówi tej paniczce, że z kozą na plecach jej nie wpuści. No to ona leci do tylnich drźwierzy  i wrzeszczy: "Panoczku, weźcie mnie od zadka, bo od przodka nie chcieli!"

No, ale potem to już ino jeden konduktor był w takim pekaesie. Kiedysikej zaczyna sprzedawać i sprawdzać te bilety od przodka, a narodu napchało się moc, więc on wrzeszczy do tych, co byli w tyle pekaesu: "Czy wszyscy mają bilety w zadku?" "Ni, w rękach" - padła odpowiedź.


(Stare kawały mową cieszyńską do publicznej wiadomości podało dziecko-piernik znad Przykopy).

O PODRÓŻACH AUTOBUSAMI I BUSAMI

Poranek na dworcu autobusowym w Krakowie. Autobus jednej z prywatnych firm przewozowych ma inne numery rejestracyjne naklejone na szybie, a inne na tablicy rejestracyjnej. Policja, Straż Ochrony Kolei, sprawdzają, a pasażerowie siedzą w busie czekając nie wiadomo na co, bo i tak ten autobus nie odjedzie.  
Wsiadam w autobus innej firmy. Jedziemy, ledwo wjechaliśmy na autostradę, kierowca łapie za telefon komórkowy i dalej opowiadać i gadać, tak żeby pół autobusu słyszało. Oczywiście, nie przerywając prowadzenia autobusu z około 50 pasażerami w środku. No to zwróciłem mu uwagę, że nie wolno, na co on zareagował gestem znanym jako "spieprzaj, dziadu" i gadał sobie dalej.  Zjeżdżając z drogi szybkiego ruchu, przy wjeździe do miasta docelowego o mało co nie straumatyzował samochodu osobowego, który zauważył w ostatniej chwili. Ale jak miał zauważyć wcześniej, skoro rozmawiał przez telefon komórkowy.
W końcu żywy dojechałem jakoś do końca, wysiadłem na obskurnym placu, skręcając nogę w jakiejś dziurze, jako, że w tym mieście zburzyli kilka lat temu  świeżo wyremontowany dworzec autobusowy. Nie terroryści go zburzyli, tylko władze miasta albo powiatu. Po nic zresztą go zburzyli, bo pozostał tylko zarastający jakimś zielskiem plac.
Wysiadam - a tu afera. Otóż pasażerowie czekający na autobus powrotnej relacji (innej firmy) dowiedzieli się, że nie pojadą. Zasięgam języka i co się okazało - kierowca autobusu, który miał wracać z powrotem, jadąc z Krakowa, także sobie gwarzył przez komórkę podczas jazdy.  Ale natrafił na pasażera, który zadzwonił na policję, ta zatrzymała autobus i przy okazji sprawdziła stan trzeźwości kierowcy. Wynik - 0,6 promila alkoholu we krwi.
Działo się to na linii, na której dziennie odbywa się 35 kursów realizowanych przez trzy firmy przewozowe.  A więc tzw. potencjał przewozowy jest - i to spory. Autobusy i busy jeżdżą pełne. Prawie dokładnie wzdłuż drogi przebiega linia kolejowa - albo użytkowana sporadycznie, albo nie użytkowana w ogóle. Jako, że lokalne linie kolejowe zostały zdemolowane. I to nie przez obcego agresora.
Jeździły też pekaesy, w których wyszkoleni kierowcy przez komórki nie rozmawiali. Ale kilka lat temu pod hasłami wolnego rynku pekaesy doprowadzono do upadku.
Jestem zmuszony korzystać z busów i autobusów prowadzonych przez typy spod ciemnej gwiazdy. Nie mam innego wyboru. Zawsze kiedy wsiadam do czegoś takiego przeżywam stres, jako, że widziałem już sporo: kierowców rozmawiających przez komórkę (to prawie zawsze), wyprzedzających na przejściach dla pieszych albo na podwójnej ciągłej, przekraczających prędkość o kilkadziesiąt km na godzinę; a także pojazdy, z których wyciekało paliwo, albo miały niesprawne hamulce - za to były naładowane pasażerami sposobem, który Czesi nazywają "nasardynkowanie". Jednej rzeczy tylko nie widziałem - policji kontrolującej owe pojazdy.

środa, 1 lipca 2015

BROWARNIK?




Pierwsze dwanaście lat lat życia spędziłem na Browarze Zamkowym w Cieszynie. Mieszkałem tam. Terminologię związaną z procesem produkcji piwa znam od małego. Nigdy nie słyszałem tam słowa "browarnik" - teraz na lewo i na prawo, bezmyślnie używanego w reklamach i - pożal się Boże - mediach. Używano za to pięknego, staropolskiego słowa, o którym głupki od piarów pewno nigdy nie słyszeli, i pewno nigdy go nie użyją: PIWOWAR.

wtorek, 30 czerwca 2015

JAK POSTĘPOWAĆ Z FRANCUSKIM SEREM

Kupiliśmy w supermarkecie na promocji francuski ser. Coś blady jest on. No to wystawimy go na upał, na balkon. Jak nie zacznie po kilku godzinach pracować i wytwarzać bukietu zapachów serowych, to go wyrzucimy - bo znaczy, że jest w nim za dużo chemii. A jak zacznie pracować i wytworzy bogaty bukiet zapachów - też go wyrzucimy, bo my prości ludzie i do francuskiego bogactwa zapachów nie zwyczajni.

środa, 24 czerwca 2015

BARRY LYNDON

"Barry Lyndon" Kubricka wg powieści Thackeraya: film z 1975 roku, obejrzany dopiero po raz pierwszy jakieś pięć lat temu i od tej pory oglądany uporczywie. Film zresztą nie miał oficjalnej polskiej dystrybucji w czasie kiedy został nakręcony. Powstał z fascynacji światłem na obrazach Hogartha, Gainsborough, Watteau i innych XVIII-wiecznych mistrzów, opowiadany kostiumem, charakteryzacją, perukami, wnętrzami, wielojęzycznością, muzyką Schuberta i Vivaldiego i jeszcze innych jest opowieścią o XVIII- wiecznej Europie, gdzie rzeczywistą władzę sprawuje panoptikum szulerów, zawodowych zabijaków, wiecznych dłużników i wierzycieli, konfidentów i złodziei. Analogie ze współczesną Europą nasuwają się same - ale to nic dziwnego: film Kubricka i powieść Thackeraya (i patronujący im Jonathan Swift) jak każde arcydzieło są ponadczasowe.Jednym z podstawowych doświadczeń jaką bohaterowie filmu doznają jest chłosta i chodzi mi po głowie myśl, że ponadczasowe łajdactwo możnych tego świata bierze się stąd, że kiedyś zostali skrzywdzeni, zranieni i upokorzeni. A źródło władzy to karciany stolik opanowany przez oszustów. I tak to sobie wszystko płynie przez stulecia i coraz większy smutek. Aż w końcu koniec, odwalenie kity, walnięcie w kalendarz, łono Abrahama, park sztywnych.
Barry Lyndon - Gra - Franz Schubert