środa, 7 grudnia 2016
poniedziałek, 5 grudnia 2016
ŚLADY EGZYSTENCJI CZYLI CZESKIE RACHUNKI ZA PIWO
Siadasz w hospodzie, kelner pyta: "piweczko", albo "mate nejakie przanie?", albo nie pyta w ogóle, tylko stawia przed tobą kufel piwa i stawia pionową kreskę na małej karteczce, jak piwo się kończy, to kelner stawia następne (czasem pyta "jeszcze jedno?", ale to fakultatywnie), i znów stawia kolejną pionową kreskę. I tak aż do końca, aż położysz podstawkę na kuflu, albo wpadniesz pod stół (w czeskiej hospodzie to nic dziwnego), albo sam poprosisz o rachunek. Wtedy kelner (albo kelnerka) przekreśla pionowe kreski kreską poziomą, liczy te piony, a ty płacisz.
piątek, 2 grudnia 2016
BILET RĘCZNIE PISANY
Bilet na przejazd pociągiem podmiejskim z Krakowa Bieżanowa Drożdżowni do Krakowa Głównego, 3 marca, 1985 rok. Wypisany ręcznie, bo od czasu zmiany cen biletów w listopadzie 1984 drukarki komputerowe (już wtedy były!) przestały działać, automaty się popsuły, a z biletów na kartonikach magazynowanych w wielkich szafach zrezygnowano.
niedziela, 13 listopada 2016
O CHODZENIU PO SCENIE (Z AUTODEMASKACJĄ NA KOŃCU)
Ten rysunek - jeśli potraktować go jako schemat sceny odnosi się także,do zachowań aktorów podczas prób, a potem na spektaklach (co potwierdzam 30-letnia praktyką w zawodzie reżysera).
Aktorzy obdarzeni dużym ego zawsze na początku włażą na środek sceny, przed wejściem robiąc tzw. dramatyczną pauzę, celem wyakcentowania owego ego. Jedyny sposób na to, aby ich ze środka przegonić - to zabrać stamtąd światło, wtedy będą krzyczeć: "Swiatełko na mnie, proszę!, trzeba im odpowiedzieć, że się reflektor zepsuł - będą się wtedy błąkać po scenie , mówiąc "szukam światła". Ale przynajmniej nie będą stać stadnie na środku.
Są też tacy, którzy łażą lunatycznie po proscenium - jest to przedświadoma gra aktorska, która bardzo rzadko zmienia się w świadomą.
Z tym superego - czarnym charakterem po prawej niezupełnie się zgadzam, aczkolwiek zetknąłem się i z takimi, którzy stawali na tym miejscu spoglądając spode łba na partnerów (a na reżysera w szczególności), jakby wszystkim kolektywnie chcieli spuścić wpierdol.
Bardziej jednak ta przestrzeń zgadza się z przestrzenią po lewej, to znaczy z przestrzenią aktorów, którzy aktorstwo wyparli ze swojej świadomości i grają w sposób niepostrzeżony i tajny - przemykając jak najbliżej kulis, jakby chcieli uciec ze sceny i schować się za tymi kulisami, a najchętniej to porobić na drutach w garderobie.
Zbliżamy się do tyłów sceny - czyli nieświadomych aktorów. Wydaje im się, że skoro są w tyle sceny, to ich nie widać, a więc dłubią w nosie, szeptem obgadują kolegów, a nawet zasypiają. Niektórzy liżą szafę.
No i w końcu autodemaskacja (coming out?): moje ulubione miejsce to sfera ID. Lubię aktorów w cieniu i mroku i w ogóle w tyle tyłów. Gdyż (cytuję Wikipedię): "Id reprezentuje wewnętrzny świat subiektywnych doznań i nie posiada żadnej wiedzy o rzeczywistości obiektywnej." I jeszcze jak dowiedziałem się, że odpowiednikiem jest "Id" komponent dziecka to na pewno tyły, mroki i cienie to moja piaskownica. Przecież jakoś musiałem sobie zapracować na ksywę "książę ciemności" używaną przez aktorów mojego małego, podziemno - piwnicznego teatru.
PS. Rysunek pochodzi z książki Davida Wilesa "Krótka historia przestrzeni teatralnych", PWN 2012, którą czyta się (w świetnym przekładzie Łukasza Zaremby) znakomicie - polecam!
TWÓRCA I DZIEŁO
Na pierwszym zdjęciu widzimy artystę pochylonego nad leżącym na bloku szkicownika oseskiem. W prawej ręce artysty cyrkiel, którym wymierza proporcje bobasa, w lewej - ledwo widoczny papieros.Na drugim zdjęciu widzimy efekt owej obserwacji - plakat teatralny.
Ten artysta to Franciszek Starowiejski, zdjęcia pochodzą z albumu Jana Styczyńskiego "Twórca i dzieło" wydanego przez Interpress w 1976 r. W albumie oba zdjęcia są umieszczone obok siebie.
PS. Plakat został zrobiony dla Teatru im. Osterwy w Lublinie, co uwzględnione jest na plakacie, ale całość nie zmieściła mi się w skanerze.
sobota, 12 listopada 2016
DŹWIĘKI I CIENIE
Podobno obrazy milczą. To nieprawda - zdarza mi się, że
patrząc na obraz - słyszę. Kiedyś w muzeum w Brukseli patrzyłem na "Walkę
karnawału z postem" Petera Bruegela
(nieważne czy to oryginał czy kopia) i
naraz usłyszałem pijackie krzyki
przeplatane zawodzeniem czarnej procesji, mlaskania, szczekanie psów,
flamandzkie śpiewy... Odruchowo spojrzałem na zegarek, zatrzymałem się,
słuchałem, patrzyłem, chyba porwał mnie wehikuł czasu w głąb szesnastowiecznych Niderlandów (albo Flandrii),
po czym wróciłem do XXI wieku, znów popatrzyłem
na zegarek - minęła godzina, a dla mnie to było niezauważalne mgnienie - tak to
z podróżami w czasie bywa.
Kiedy patrzę na to zdjęcie słyszę gwar rozbawionego
towarzystwa, strojący swe instrumenty zespół muzyczny, brzęk kieliszków,
szelest sukni, stukanie obcasów. Nawet czuję zapachy - węgierskiego wina, żywieckiego
piwa, dwudziestoletniej starki, grubych cygar i papierosów "Egipskich", parujących mięs... To wesele moich dziadków,
Heleny de domo Zyzak i Jana Wojtyły, które odbyło się w Żywcu, 11 lutego 1934
roku. Państwo młodzi w środku, Jan miał wtedy 29 lat był adiunktem na Browarze
Arcyksiążęcym w Żywcu, Helena - 32 lata i była studentką chemii na UJ. Ich
wzajemne spojrzenia wszystko mówią - tak więc Jan w rok później wystosował
urzędowe pismo do Dyrekcji Dóbr Żywieckich:
"Niniejszym donoszę, że w
dniu 27 listopada 1934 r. urodziła mi się córka, która na Chrzcie Św. otrzymała
imię Ewa Jadwiga. Powyższe doniesienie przedkłada się w drodze urzędowej." . To była moja Mama, która przed
śmiercią zdążyła opisać rodzinne zdjęcia i zebrać je w kilka albumów.
To zdjęcie zostało zrobione
na 11 lat przed śmiercią Heleny (nigdy nie poznałem mojej Babci, zmarłej 13 lat
przed moim urodzeniem) i 29 lat przed śmiercią Jana (tego zdążyłem poznać i
jeszcze zapamiętać, niezły był z niego dziadek).
Moja Mama opisała, kto był
na zdjęciu - przepisuję tę listę dla mnie umarłych, a na kartoniku zdjęcia
zatrzymanych na wieczność w radosnym momencie życia. Drużki (siedzą): L.
Molenda, Hela Wojtyła (po mężu Adamczyk, Mrugała), Maria Fox, Jadzia Zyzak (po
mężu Alińska), Hanka Fox. Drużbowie i starostowie (stoją): St. Graudowski, NN,
Tad. Graudowski, p. Foxowa i p. Polay, Tad. Wojtyła i Wład. Polay.
I jeszcze jedna rzecz,
dzięki której to zdjęcie przykuwa uwagę: cienie.
Grzebiąc dalej w starych zdjęciach, znalazłem jeszcze inne, najprawdopodobniej z tego samego wesela.
To zdjęcie przez lata wędrowało, przeżyło wojnę, przeprowadzało się, połamało i podarło. A w ogóle to od początku było prześwietlone i chyba nie najlepiej wywołane i utrwalone. Nie jestem zresztą tego pewien. Ale na białych plamach prześwietlonych twarzy widać wytrawione światłem i chemicznymi odczynnikami szczegóły: loki, rzęsy brwi, usta, oczy - każdy szczegół oddzielnie, nieosadzony w kontekście twarzy. Coś na kształt punctum opisywanego przez Rolanda Barthesa: "użądlenie, dziurka, plamka, małe przecięcie - ale również rzut kości. Punctum jakiegoś zdjęcia to przypadek, który w tym zdjęciu celuje we mnie (ale też uderza mnie, uciska)" /Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. Jacek Trznadel, Wydawnictwo KR, Warszawa 1996, s. 47/
Grzebiąc dalej w starych zdjęciach, znalazłem jeszcze inne, najprawdopodobniej z tego samego wesela.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








