czwartek, 27 lutego 2014
wtorek, 21 stycznia 2014
piątek, 10 stycznia 2014
MÓJ CHRZEST
Z tego, co pamiętam, było to tak:
Urodziłem się jako wcześniak, miesiąc przed terminem, obrośnięty,
niczym noworodek goryla czarnym i tęgim owłosieniem na całym ciele. Z przyczyn,
o których nie będę tu pisał, urodziłem się w Katowicach, a nie w Cieszynie -
gdzie mieszkała cała, wieloosobowa rodzina. Ale w kilka dni po urodzeniu jakimś
sposobem owego owłosionego noworodka do Cieszyna dostarczono. "Podciep, przeca to podciep. Zamienili go! - stwierdziła
przyszywana babcia Weronika, góralka z Rychwałdu - Albo i diabeł!". Co
robić, trzeba go natychmiast było poddać
próbie wody święconej czyli ochrzcić i to nie w kościele parafialnym, tylko w
kościele św. Jerzego, bo ten smoka szatańskiego pokonał. Ale chętnych do
wejścia do kościoła wraz z tym ciemnowłosym stworzeniem było niewielu, jako, że
wiara w moc św. Jerzego była nieco ograniczona. Tylko Mama i Tata, wujek Leszek,
a także jako rodzice chrzestni - Janka Wojtyłowa (przesiedziała cztery lata w
Auschwitz, więc właściwie nie miała już się czego bać) i wujek Krzysiek (późniejszy
profesor fizyki - racjonalista, a takich diabły się nie imają) poszli do wraz z owłosionym noworodkiem do kościoła, gdzie już czekał na nich uzbrojony w kropidło ks. Przewodnik. Reszta
pozostała na średniowiecznym zamku, przerobionym przez Austriaków na browar
(gdzie wtedy mieszkaliśmy), patrząc z góry na nieodległy kościół. Ale podczas chrztu ani piorun w wieżę
kościoła nie walnął,ani siarką nie zaśmierdziało, ani też jęki potępieńcze się nie
wydobyły. Tak więc mój dziadek, syn Karola Wojtyły (dziadkowi Jan było), który
przez całą ceremonię w gabinecie
siedział i wódeczkę popijał, ów więc dziadek, na widok wychodzących z kościoła
po ceremonii chrztu św., ryknął na cały browar i pół Cieszyna: "Zanieśli poganina,
a przynoszą chrześcijanina!". To znaczy mnie.
Załączony obraz autorstwa Antoniego Boratyńskiego - ilustracja do "Przedziwnych śląskich powiarek" Gustawa Morcinka.
Załączony obraz autorstwa Antoniego Boratyńskiego - ilustracja do "Przedziwnych śląskich powiarek" Gustawa Morcinka.
sobota, 4 stycznia 2014
CZASU FIGLIKI ALBO ŻYWOT CZŁOWIEKA POCZCIWEGO
Czasie, tempusie, morderco ty rozpustny! Lecz pogodzić się z
Tobą mi potrza. Cóż, zbliżająca się nieuchronnie
siedemdziesiątka (to przecie już za piętnaście lat, które jak z bicza trzasną
przeminą) wymusza spokojne zmiany trybu życia i tego, do czegom przywykł. A
zwykłem dobrze i bogato śniadać. Więc jako pierwsze miasto - jak niegdyś -
golonki z chrzanem, jem tylko schabowego z
kapustą. Dawnymi czasy do tego dochodziło pół litra gorzałki fikuśnej, ale
teraz muszę zadowolić się jeno czterema piwami. Pierwsze pół litra zaczynam
dopiero w południe (jako napitego do śniadania wtórego czyli mięty obgryzanej
prosto z doniczek wraz z dodatkiem fikusa i geranium). Poczem z wnukami pod
lipą usiąść, liści natrząść i kory poobgryzać. Ograniczyłem palenie - zamiast pięciu paczek
fajek tylko trzy. Owsiankę na mleku wylewam z balkonu na sąsiadów karmiących
gołębie. Wieczerzam najlżej i najskromniej - kontentując się jedynie prosięciem z jabłkiem w pysku. Na
podkurek półgęski i filet z sandacza na postumencie zdobionym przepiórkami. W
nocy obudzić się - i bigosu miskę dobrą podjeść. Sobie wtórnemu w mordę dać.
środa, 1 stycznia 2014
SKRZATEK CIESZYŃSKI
Porządki noworoczne: mój pierwszy tekst, który wygłaszałem ze sceny
wprost do widowni pełnej dzieciaków. Nawet w egzemplarzu zaznaczone są
przewidywane reakcje ("Boicie się wilka? Nie!!!"). Sztuka nazywała się
"O Kasi, co gąski zgubiła", a wystawiona była w teatrze "Skrzatki
Cieszyńskie" prowadzonym przez Jana Cieślara. Było to w roku 1970, co
zresztą widać w tekście - kowal pracuje, oczywiście, w spółdzielczej
kuźni. Po wygłoszeniu tekstu zasuwałem pod lalkową
scenkę, gdzie brałem do ręki kukiełkę wilka, obwieszczając gąseczkom,
że "halele, gąseczki, halele, będzie z was dla wilka obiadek w
niedziele". Scenka, prospekty, światła, część lalek pochodziła z
początków XX w. i wykonane była w Wiedniu - tak przynajmniej wynikała z
metek i tabliczek firmowych. Zaraz po Nowym Roku "Skrzatki cieszyńskie"
rozpoczynały swoje coroczne występy przy pełnych salach Domu Kultury
(dziś Cieszyński Ośrodek Kultury "Dom Narodowy").
Był to jeden z najpiękniejszych teatrów świata, po którym - obawiam się
- pozostało jedynie wspomnienie i kilka kartek (takich jak załączona) i
może kilka zdjęć.
sobota, 28 grudnia 2013
GRÓB GUSTLIKA
wtorek, 24 grudnia 2013
ANIOŁEK
Czas wreszcie dać stanowczy odpór pleniącej
się ostatnio, a propagowanej przez wiadome siły bzdurze świątecznej,
jakoby w wigilię Bożego Narodzenia grasował Św. Mikołaj. PREZENTY POD
CHOINKĘ PRZYNOSI ANIOŁEK - I BASTA!!! Co prawda, poznańskie
pyry twierdzą, że to Gwiazdor, ale każdy porządny Ślązakomałopolanin
przynajmniej raz w życiu widział Aniołka podkładającego kolorowe pudełka
pod drzewkiem.
Wszystkiego dobrego!
Wszystkiego dobrego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


