Dzisiaj odebrałem maila od poważanej przeze mnie instytucji kultury, którego fragment brzmi: "są do odebrania na desku w siedzibie".
poniedziałek, 3 czerwca 2024
środa, 3 maja 2023
TEATR DLA MNIE TO...
TEATR DLA MNIE TO...
... dwie perspektywy: widza i rzemieślnika.
1. Jako widz.
Do teatru chodzę rzadko, ponieważ już w nim byłem,
gdyż należę do pokolenia, którego młodość - kiedy kształtuje się wrażliwość na
sztukę - przypadła na jeden z najlepszych okresów historii polskiego teatru:
lata siedemdziesiąte i częściowo osiemdziesiąte ubiegłego stulecia. Czyli: Cricot
2, Teatr Stary, warszawskie Studio i Dramatyczny, wrocławski Współczesny
(Helmut Kajzar!) i Polski, Akademia Ruchu (ta lista jest jeszcze dłuższa), a
wszystko to oparte na solidnym, profesjonalnym gruncie teatrów z mniejszych
ośrodków (jak choćby ze Śląska, skąd pochodzę). I teatry amatorskie - na
przykład "Skrzatki Cieszyńskie": teatr lalkowy grany przez dzieci pod
kierunkiem Jana Cieślara (gdzie zresztą występowałem jako Lis Przechera) -
którego prostoty i bezpośredniości ciągle w teatrze szukam i do której, jako
rzemieślnik dążę.
Tak więc, kiedy zdarza mi się (z
rzadka) pójść do teatru, najczęstszym wrażeniem jest déjà vu - już to widziałem
i to w lepszym wykonaniu. To uwięzienie w nudzie teatralnej, najstraszliwszej
ze wszystkich rodzajów nudy - bo wyjść w trakcie spektaklu (przez szacunek dla
innych widzów i aktorów) nie można. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to
rodzaj poznawczego kalectwa. Na szczęście ciągle jednak, co prawda rzadko,
zdarza się zobaczyć spektakl, który mi się podoba. Wtedy odnajduję w sobie
młodzieńca sprzed kilkudziesięciu lat, a czasami obrazy ze spektakli przychodzą
do mnie w snach.
2. Jako rzemieślnik.
Od 35 lat uprawiam rzemiosło
teatralne - czyli reżyserię. Z tej perspektywy teatr dla mnie to po pierwsze brak
lęku przed głupimi (z początku), własnymi pomysłami. Dotyczy to pierwszego
etapu pracy nad spektaklem, kiedy trzeba się do niego w samotności przygotować:
słuchając muzyki, oglądając obrazy, czytając, gapiąc się na życie toczące się
dookoła. Wtedy najważniejsze to nie bać się głupich pomysłów, a raczej podążać
za nimi, bo zdarza się, że to co głupie
na początku, a odpowiednio zgłębione, może stać się zarzewiem czegoś
interesującego i oryginalnego.
Potem następuje drugi, najciekawszy etap w pracy rzemieślnika: próby, gdyż
teatr dla mnie to przede wszystkim praca zespołowa, której solą, jądrem i
istotą są próby - czyli to, co w teatrze lubię robić najbardziej.
I na koniec: teatr dla mnie to
pragnienie realizacji niemożliwego. Kiedy zaczynałem studia reżyserii w
krakowskiej PWST, mój profesor, mentor i promotor mojego spektaklu dyplomowego
przekazał nam, czyli początkującym studentom takie oto zalecenie: "Panowie,
trzeba wziąć zdychającą kobyłę polskiego teatru za jaja i potrząsnąć!". Tego,
z oczywistych względów, nie da się zrobić - ale starać się trzeba.
wtorek, 2 maja 2023
IMITACJA BAROKOWA
czart czarny Anioł doglądając Pychy
czyni
Pysznie także i ty Pysze cną powinność
złóż co
dzień pilnie Pychy doglądając
nie trwożąc
się Pokory przecie żeś nie zając
co przed
flintą Jehowy w Pokorze się chowa
na jego
obraz Pysznie stworzonyś Pyszny w Pysze
stworzyciela
niedziela, 30 kwietnia 2023
niedziela, 15 stycznia 2023
O PAWLE SYMPLICJANIE
Wiesław Hołdys
O
Pawle Symplicjanie
Teatr Mumerus: "Manelle". Fot.: Wiesław Hołdys
" Jeśli
dzwon źle wybija, gańba zegarowi"
Paweł Symplicjan
O Pawle Symplicjanie wiadomo tyle, że żył w latach
1577 - 1646, urodził się w Przasnyszu, przebywał w Krakowie, a zmarł w Pułtusku.
Choć i to niepewne, bo nazwisko "Symplicjan" wygląda na pseudonim od łacińskiego "simpl"
czyli "po prostu". Wiemy też, że był jezuitą i spowiednikiem
zakonnic. I pisał: "Szafarnia
obroków duchownych" , "Manelle
Duchowne albo Porządek żywota Chrześcijańskiego", "O
dobrej i szczęśliwej śmierci", "Perła droga, to jest Żywot chrześcijański", " Środki zbawienne do życia pobożnego i wiersz
o różnicy życia światowego", "Wizerunek człowieka umierającego".
wtorek, 13 września 2022
Duch boga wojny się unosi między nami
„Duch boga wojny się unosi między nami”
Rozmowa z Wiesławem Hołdysem z Teatru Mumerus
Maria Piękoś-Konopnicka: Jak powstał pomysł na spektakl „Posiew boga wojny”?
Wiesław Hołdys: Może zacznę od tego, że w 1984 roku w antykwariacie kupiłem wydaną w latach dwudziestych XX wieku książkę doktora Emila Wyrobka Z otchłani chorób, nędzy i upadku: opis schorzeń psychicznych i somatycznych, które zdarzały się przed pierwszą wojną światową, w jej trakcie i po niej. Doktor Wyrobek opierał się tutaj na własnej obserwacji klinicznej – był przecież wybitnym lekarzem – ale także na materiałach prasowych, relacjach i wspomnieniach. Ta książka mnie zafascynowała, bo uświadomiła mi, że wojna jest uaktywnieniem choroby psychicznej lub nerwowej społeczeństwa, która rozwija się w sposób utajony i w pewnym momencie się ujawnia, powodując skutki w postaci chorób psychicznych i somatycznych, epidemii czy też gwałtownie mnożących się chorób wenerycznych. Wzrost zachorowań na kiłę i rzeżączkę był widoczny już przed pierwszą wojną światową, co brało się między innymi stąd, że chodzenie do domów publicznych było czymś zupełnie naturalnym dla mężczyzn z mieszczańskich domów. Kiedy w 2020 roku ogłoszono stan pandemii, odczułem, że społeczeństwo zaczęło żyć w strachu, trochę – jak mi się wydaje – podobnym do tego z okresu pierwszej wojny. Nie w lęku, którego źródła nie znamy, a który powoduje głównie paniczną chęć ucieczki, lecz w strachu właśnie: strach jest ukierunkowany – na przykład przed najeźdźcą bądź wirusem. Wtedy wróciłem do lektury Wyrobka i zacząłem sobie wyobrażać spektakl. Słuchałem też wtedy dużo muzyki i trafiłem na I Symfonię Gustawa Mahlera, w której pojawia się fragment na kształt marszu żałobnego opartego na motywie z popularnej francuskiej piosenki "Panie Janie, niech pan wstanie..." okraszony cytatami z muzyki cygańskiej i klezmerskiej: pogrzeb przechodzący w karnawałowy pochód – i na odwrót.
MPK: Spektakl porusza m.in. trudny temat wpływu wojny na ludzką psychikę. Czy groteska jest odpowiednią formą do takiej narracji?
WH: Jak najbardziej. Wie pani, groteska jest odbiciem świata, tylko w krzywym zwierciadle. Mogę pani odpowiedzieć cytatem. Nikołaj Gogol napisał dramat Rewizor, który jest groteskowym odbiciem państwa na przykładzie społeczności małego miasta, a motto do tej komedii jest takie: “Nie przygaduj zwierciadłu, kiedy masz gębę krzywą” – więc to jest cała odpowiedź.
MPK: W tej opowieści o wojnie nie ma dzieci z kwiatami, które witają żołnierzy, nie ma kobiet, żegnających ich powiewającymi na wietrze chustkami…
WH: … za to są kobiety, które (przepraszam za wyrażenie) spółkują z jeńcami, bo są spragnione mężczyzn, których już od miesięcy nie widziały; są mężczyźni, którzy wpadają w obłęd… Liczba zabójstw, jakich dokonano w Krakowie po pierwszej wojnie i w latach 20., była niewiarygodna, co się zresztą powtórzyło po drugiej wojnie światowej. Żeby było jeszcze ciekawiej: nie wszystkich winnych osądzono i skazano, ale nie dlatego, że nie mieliśmy dobrych sądów: kierowano ich do klinik psychiatrycznych – ludzie ci byli niepoczytalni. Nie tylko ci, którzy brali udział bezpośrednio w działaniach wojennych, jak żołnierze, ale także ci, którzy przeżyli pierwszą linię frontu. Proszę sobie wyobrazić, co by się z panią działo, gdyby mieszkała pani koło Gorlic, gdzie rozegrała się bitwa (bitwa pod Gorlicami, 2–5 maja 1915 r. – przyp. aut.) – jedna z większych bitew pierwszej wojny światowej. Do Gorlic wchodzą Rosjanie, potem Austriacy, a potem Węgrzy. Ciągle coś burzą, jedni mówią tak, inni inaczej, jedni chcą pieniędzy, inni szukają i wieszają szpiegów… Od tego można dostać obłędu!
Nie ma kobiet witających żołnierzy kwiatami – zresztą nie o tym chciałem robić spektakl. Posiew boga wojny nieustannie się odradza. W książce Wyrobka jest tekst o człowieku, który gwałci trupy. I to jest autentyczne i się wielokrotnie powtarzało, i to wiele lat po wojnie. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku grasował w Poznaniu morderca kobiet i nekrofil, który nie dość, że mordował kobiety, to jeszcze wykopywał z grobów zwłoki kobiet, a ich narządy płciowe przyszywał do manekinów, z którymi współżył. Dla mnie on też był – choć nie bezpośrednio – ofiarą wojny. Jego ojciec, więzień Auschwitz, kiedy wrócił z wojny, był chorym psychicznie alkoholikiem, maltretował swojego syna, m.in. organizując w domu apele, jak w obozie. A ten syn za zbrodnie, których później dokonał, został powieszony. Za wojnę koszty psychiczne płacą całe generacje.
MPK: Postaci, które obserwujemy w spektaklu, wydają się wracać z tamtego świata. Czy to, czym jest wojna, ma dla nas charakter moralizatorski?
WH: To znaczy… nie rozumiem, co pani ma na myśli, mówiąc „z tamtego świata”. To znaczy, że z zaświatów?
MPK: Tak, dla mnie były to jakby dusze, które się budzą, albo nie do końca zmarli…
WH: Może coś w tym jest… Gdzieś ten duch boga wojny się unosi między nami. On się materializuje w kimś bądź w czymś. Trochę tak jak w baroku. Może rzeczywiście jakieś strzępy postaci z tamtego świata przyszły do naszego spektaklu.
MPK: W czasach pokoju tworzenie spektaklu o wojnie jest takie bardzo bezpieczne, patrzymy z komfortowego dystansu na to, co się dzieje podczas wojny. Co pan widzi w tym spektaklu, pamiętając o tym, co się dzieje zaraz obok, w Ukrainie?
WH: Premiera „Posiewu boga wojny” odbyła się w grudniu, początek agresji rosyjskiej dwa miesiące później, pod koniec lutego. Kiedy zagraliśmy spektakl w marcu widzowie mówili: „Jakim cudem wymyśliłeś coś tak aktualnego?” Mówiłem: „Nic nie musiałem wymyślać, coś takiego od dłuższego czasu wisiało w powietrzu”. Od dwóch lat, nawet wcześniej: strach przed Covidem, przedtem zamachy terrorystyczne w zachodniej Europie, głównie we Francji w Niemczech, i to prawie codziennie. Jeszcze przedtem Krym, Donbas, Syria, Irak, Etiopia, ISIS i Al-Kaida... Pętla strachu (podsycanego przez niektórych przedstawicieli władzy i część mediów, którzy mówili wprost: „powinniśmy się bać”) zaciska się, potem luzuje, potem znów zaciska, potem znów luzuje... I to cały czas trwało, trwa i pozostawia posiew boga wojny, który – obawiam się – zatruje następne pokolenia.
MPK: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Maria Piękoś-Konopnicka



