sobota, 17 maja 2014

KOMISJA EDUKACJI NARODOWEJ





Kobieta (prawdopodobnie matka) krzyczy do kilkuletniego (7-9 lat) chłopczyka trzymającego w ręce komórkę (dookoła kilku równolatków): "Bartuś, kurwa, przecież ci mówiłam, że sygnała się puszcza ze szkoły, a nie po szkole, kurwa, tak?". Nie wiem, czy bardziej zgorszyła mnie "kurwa" czy "sygnała"?
Albo o kształtowaniu zaburzeń seksualnych od małego:
"Jak się natychmiast nie wysikasz, to ci mamusia tego siurka urwie!" - młoda matka nachylona nad trzy- lub czteroletnim maluchem próbującym rozpaczliwie (łzy w oczach) załatwić w krzakach potrzebę fizjologiczną.
 
 

czwartek, 15 maja 2014

DMUCHANA RURA CZYLI KONSULTACJE SPOŁECZNE




Zaraz po wyjściu z podziemnego przejścia przy Dworcu Głównym w  Krakowie przechodnie wchodzą w światło bramki złożonej z trzech nadmuchanych rur. Na górze napis: "Już tyle a tyle osób przeszło na stronę Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie", a nad napisem stosowny licznik. Rura i całe oprzyrządowanie kosztowała 23 tysięcy złotych - oczywiście z kasy miasta Krakowa. Jak przejdziesz, bracie,  pod bramką - znaczy to, że jesteś zwolennikiem organizacji igrzysk olimpijskich. Taka jajcarska konsultacja społeczna.  Bramka zajmuje ona praktycznie całą szerokość alei, a większość śpieszących przechodniów w ogóle jej nie zauważa i przechodzi ot tak sobie. Można przejść obok bardzo wąskim przejściem - co znaczy, że jesteś, kolego, wrogiem i warchołem - a jeszcze drogę zastępuje ci ochroniarz. Przy bramce jest guzik, przy którym - jak w radzieckim komputerze - siedzi niewiasta i jak kto przejdzie, ona ten guzik naciska, a wyświetlana na górze liczba rośnie. Siedzi - albo i nie siedzi: byłem rano, w miarę znośna pogoda i nikt na guzik nie naciskał, a po południu, w strugach ulewnego deszczu niewiasta naciskała jak najbardziej.  
PS. Po kilku dniach od napisania tego tekstu zdarzyła się pointa: zwiał wiatr i poszarpał rurę, popadał deszcz i pomoczył rurę - więc ją rozebrali.

wtorek, 6 maja 2014

WSZYSTKO RUSZA



W paplaninie dzisiejszych czasów zanika słowo "zaczyna" ( i bliskoznaczne  jak: "wdraża", "staruje", "inauguruje", "startuje"). Zastępowane jest słowem "rusza". Wszystko rusza: programy, projekty, budowy, konkursy, ofensywy i defensywy. Moim zdaniem to ruszyć może co najwyżej lokomotywa i bryła z posad świata.   
Co gorsza nie tylko "rusza" - jeszcze coraz częściej "idzie". Na przykład: "idzie nowa linia kredytowa". Pierwszy raz z takim użycie słowa "idzie" spotkałem się, gdym 37 lat temu oglądał film "Człowiek z marmuru", gdzie pada kwestia "idzie kongres związków" - jako parodia zrusyfikowanego języka lat pięćdziesiątych. Bo to rusycyzm oczywisty. A kilka dni temu przeczytałem, że  "idzie nowy socrealizm". Piszący socrealizmem strasząc - sam się w pułapkę języka socrealistycznego złapał.
A ostatnio dostałem mejla (spam) z następującą zapowiedzią:  
"Ruszają bezzwrotne dotacje z UE ! okres 2014 do 2020". Pod mejlem podpisał się tajemniczy "Informator Unijny".

wtorek, 22 kwietnia 2014

SŁOWA W PYŁ SKUTE


Czemu  z nagrobnego napisu usunięto imiona  czterdziestoletniej kobiety i szesnastoletniego chłopaka - ich nazwisko pozostawiając jednak jako godne przejścia do historii ? A wyrazy przed datą urodzenia i śmierci dlaczego skuto? Być może dlatego, że mogły być po niemiecku. A kwadratowa niewiadoma przed słowem "Morys" - co miała ukryć? Za to cyfra "3"  jako jedyna okazała sie być godna istnienia na granicie nagrobka - stojąc dumnie w szyku skutych wyrazów, których sensu  darmo szukać, jako że przemieniły się w pył pod dłutem kamieniarza.  

(Cmentarz Komunalny w Cieszynie)   

sobota, 12 kwietnia 2014

KUKŁA SPALONA CZYLI CHODZENIE Z JUDOSZEM


Słomiana kukła obwieszona łańcuchem monet ze sreberek po czekoladkach i bibułkowymi wstążkami spłonęła w trymiga, gdy tylko przebrany w strój rzymskiego legionisty strażak podłożył pod nią ogień. Po czym, posługując się sikawką dogasił wodą resztkę tlącej się somy - na pogorzelisku pozostała tylko wewnętrzna konstrukcja lalki  przypominająca krzyż. Przyglądały się temu dzieci, część z nich trzymała w rękach drewniane kołatki, z którymi przyszły na procesję naigrywania się ze słomianej kukły. Kiedy resztki dymu unosiły się znad spalonego Judosza część z nich miała łzy w oczach - przecież przed chwila widzieli, jak spalono kukłę. Ładną kukłę, smutną kukłę, szkoda, żal.
Przedtem strażacy ustroili Judosza, a potem uzbrojeni w halabardy (aby im kukła nie uciekła) prowadzili ulicami Skoczowa. Towarzyszyły temu tłumy gapiów, a wielu z nich zabrało dzieci, wyposażając swe latorośle w kołatki, aby kołataniem wspomogły naigrywanie się z Judosza. "Kle - kle- kle!" krzyczą umieszczeni w tłumie wołacze, a dzieci niezbyt pewnie owe "Kle, kle" jak echo powtarzają i do rytmu kołatkami walą. Każą się jeszcze zgiąć Judaszowi w pokłonie przed burmistrzem i kościołem. Po czym go spalą.  
Takie są zwyczaje związane z Wielkim Tygodniem w mieście Skoczowie, na Śląsku Cieszyńskim. Judosza pali się w Wielką Sobotę. Potem baranek i zajączek.

Więcej zdjęć - kliknij tu




Film - kliknij tu

czwartek, 10 kwietnia 2014

O MŁODZIANKACH, CO POSZLI DO TEATRU




Dwóch młodzianków poszło kiedyś do teatru. Ponieważ są aktorami, to poszli na próbę dwuosobowej sztuki, w której mieli zagrać. Weszli na scenę, przywitali się z reżyserem, który siedział na widowni i zaczęli próbować. A reżyser wypił nieco przedtem i rzekł do młodzianków  w te słowa: "Grajcie, koledzy". Po czym zajął się opróżnianiem zawartości termosu, w którym była wódka zmieszana z herbatą. Nie minęło dwa pacierze, jak reżyser - zmorzony trunkiem - zasnął, a młodziankowie samowtór próbowali na scenie dalej. Po chwili jednak pomyśleli społem, że nie ma co produkować się artystycznie dla jedynego widza śpiącego na widowni - więc poszli z teatru precz. Lecz wrócić do niego im było trzeba, bo musiała odbyć się premiera sztuki, którą młodziankowie próbowali.  I do dziś chodzą do teatru, bo tam pracują na chleb codzienny. I jeszcze ziemniaki w osolonej wodzie gotowane. Choć  i to powiedzieć należy, że nie zawsze na sól do ziemniaków zapłaty im staje.