środa, 7 lutego 2018

ANTYBENEFIS


Pisząc wnioski o dotacje (chleb powszedni dla szefa niezależnego teatru), trzeba też napisać coś o tym szefie (tzn. o sobie), i tak grzebiąc, zorientowałem się, że wczoraj minęła 30. rocznica od mojego debiutu na scenie instytucjonalnej: "Pluskwa" Majakowskiego w Teatrze im. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim (był to też mój dyplom w PWST w Krakowie).

czwartek, 25 stycznia 2018

O.M.C.

W końcu napiszę o tym, co zdarza mi się dość często. Dziś znów O.M.C. nie straciłem życia na przejściu dla pieszych, tym razem pod Pocztą Główną w KRK. Wchodzę na to przejście i będąc mniej więcej w połowie, widzę jak sunie na mnie, nie mając ochoty się zatrzymać jakieś auto. Trudno, aby kierowca mnie zauważył, skoro był zajęty pisaniem SMS (albo posta na Facebooku) na komórce, czy innym smartfonie, który trzymał na kierownicy. No to ja do przodu - ale akurat z naprzeciwka jechał tramwaj. No to ja krok do tyłu i O.M.C. nie wpadłem pod kolejne auto (poprzednie już pojechało), którego kierowca omijał pojazd zatrzymujący się przed przejściem. Jakoś udało mi się znaleźć lukę, stoję na tych pasach i czekam aż przejedzie tramwaj, a tu - ryk klaksonu! Patrzę - a to taksówka stoi przed przejściem i kierowca rozkazującym gestem pokazuje mi, abym zszedł mu z drogi. Gdzie mam zejść? Pod tramwaj?
O.M.C. - czyli O Mało Co. Zdarza się mi się to przynajmniej 2-3 razy w tygodniu: pędzące auta przejeżdżające na czerwonym (przyśpieszają widząc żółte, potem już pędzą dalej na czerwonym - jeden O.M.C mnie nie zabił na alei 29 Listopada, akurat gdy wracałem z pogrzebu), rowerzyści pędzący na swych bicyklach po przejściach dla pieszych (ze słuchawkami na uszach), zajęci rozmową, pisaniem SMS czy czegoś innego wielbiciele smartfonów i komórek nie zauważający tego, co się dziej na drodze, w końcu najwięksi potencjalni mordercy - wyprzedzający bądź omijający na przejściach dla pieszych.     

sobota, 25 listopada 2017

POKOLOROWANY KOSSAK


Pokolorowałem tłustymi pastelami, grafitem i kredą "Żołnierza z koniem" Wojciecha Kossaka:


Jestem niedzielnym malarzem naiwno-prymitywnym. Więcej moich obrazków można znaleźć tutaj -KLIKNIJ






środa, 25 października 2017

ZBIOROWY PORTRET PIWOWARÓW Z LAT TRZYDZIESTYCH XX> WIEKU



Zbiorowy portret piwowarów z lat trzydziestych XX wieku. Jaka duma i godność - bo ówczesny browar to była jedna wielka rodzina, gdzie pełen proces produkcji piwa zaczynał się od słodowania, poprzez śrutowanie, warzenie, fermentację, leżakowanie i tzw. obciąg (czyli napełnianie). Na zdjęciach piwowarzy (tym pięknym słowem określano wszystkich pracowników browaru), a także laboranci, mechanicy, bednarze, smolarze, adiunkci, oficjałowie, kierownicy i dyrektorzy. Nie ma tylko browarników, bo takie słowo nie istniało i istnieć nie powinno. Produkowano, a potem pito piwo, a nie żaden "browar", ani tym bardziej "browcio" czy browarek", którego nie lano - co za obrzydliwy zwrot - "z kija". Nie napiszę, jaki to browar, aby nie robić mimowolnej reklamy aktualnemu wcieleniu tego browaru w łapach międzynarodowej korporacji, której produkty można nazwać co najwyżej piwopodobnymi.  

niedziela, 22 października 2017

KAŻDY JEST WYJĄTKOWY

Dramat języka - ostatnie wypadki. Z wywiadu z muzykiem: "grał pan na stricie" (długo zastanawiałem się, co to za instrument ten "strit", w końcu wpadłem na to, że chodzi o ulicę), produkt czy coś innego "od" (np. suw od forda - okropny germanizm), nad "dedykowanym" (w znaczeniu "przeznaczonym") wystarczająco poznęcał się już prof. Miodek. Ale dzisiaj o mało co nie padłem trupem, kiedy na przystanku przeczytałem wielki napis: "KAŻDY JEST WYJĄTKOWY TAK JAK MERCI". No to ja dziękuję.